W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie w ramach naszej strony internetowej korzystamy z plików cookies. Pliki cookies umożliwiają nam zapewnienie prawidłowego działania naszej strony internetowej oraz realizację podstawowych jej funkcji.

Te cookies są niezbędne do funkcjonowania naszej strony i nie może być wyłączony w naszych systemach. Możesz zmienić ustawienia tak, aby je zablokować, jednak strona nie będzie wtedy funkcjonowała prawidłowo
Te cookies pozwalają nam mierzyć ilość wizyt i zbierać informacje o źródłach ruchu, dzięki czemu możemy poprawić działanie naszej strony. Pomagają nam też dowiedzieć się, które strony są najbardziej popularne lub jak odwiedzający poruszają się po naszej witrynie. Jeśli zablokujesz ten rodzaj cookies nie będziemy mogli zbierać informacji o korzystaniu z witryny oraz nie będziemy w stanie monitorować jej wydajności.
Te cookies służą do tego, aby wiadomości reklamowe były bardziej trafne oraz dostosowane do Twoich preferencji. Zapobiegają też ponownemu pojawianiu się tych samych reklam. Reklamy te służą wyłącznie do informowania o prowadzonych działaniach. Więcej informacji możesz znaleźć w naszej polityce prywatności.
BBlogosfera

„Nie lubię nauczycieli!” „A ja lubię!”

„Nie lubię nauczycieli!” „A ja lubię!”

Jestem nauczycielką i niewiele – póki co – wskazuje na to, że przestanę nią być. Czasami mam serdecznie dość, ale kto tak nie ma? I nie chodzi mi wcale o tzw. system i nie chodzi mi wcale o pieniądze (umiem wydawać tylko tyle, ile mam i czuć się z tym nadal fajnie). Chodzi mi o coś innego. Otóż mam dość Mickiewicza i Żeromskiego, żeby tylko na nich poprzestać. Uwiadomiłam sobie, że straciłam wiarygodność! Wcale mnie Mickiewicz już nie zachwyca (i Słowacki też już nie!)! Po blisko trzydziestu latach uważnego przysłuchiwania się Konradowi, który chce rządu dusz, mam czasem wrażenie, że zwariowałam. Ile jeszcze razy mogę z głęboko przeponową  powagą podziwiać kochanie za miliony?! Sama nie kocham za miliony, nie cierpię za miliony, tracę zupełnie wiarygodność, bo nawet nie wierzę ani w taką miłość, ani w takie cierpienie (tzn. wierzę, ale tylko Chrystusowi). Konrad mi się opatrzył, zdezaktualizował, zbrzydł. Gorzej jest jednak z Żeromskim. Mickiewicz to chociaż piękny język, a Żeromski… Trzydzieści blisko lat zgłębiam motywy Cezarego Baryki, tylko że nie ma za bardzo co zgłębiać. U Mickiewicza chociaż trochę ważnych słów… 

No, w każdym razie w tym wstępie to ja chciałam powiedzieć, że wieje nudą. I są dwa wyjścia – albo w tej nudzie utonę, albo odkryję sobie coś nowego, zupełnie świeżego. I sobie odkryłam! 

O Michale Bałuckim ostatni raz słyszałam ponad trzydzieści lat temu, jeszcze na studiach i raczej tylko słyszałam, bo kto by tam czytał Bałuckiego, tym bardziej, że profesor od XIX wieku był z bandy antybałuckich (i dobrze!). I z niewiadomego zupełnie powodu przypomniał mi się ten Bałucki z „Domem otwartym”. Uprzedzę niebezpieczne podejrzenia – nie omawiam Bałuckiego na polskim, ale… 

Wraz z przyjaciółmi, czyli nauczycielami z „Gastronoma” wpadliśmy na pomysł wystawienia tej komedii na scenie, a że okazja była na podorędziu, bo szkoła obchodziła 80-lecie istnienia, to nie musieliśmy się wzajemnie zbyt długo namawiać. 11 kwietnia zagraliśmy „Dom otwarty” dla… właściwie dla naszego miasta, choć miejsca w pierwszej kolejności rezerwowali nasi uczniowie, ich rodzice i absolwenci. Wieść rozniosła się szybko, bo to niecodzienna sytuacja. Nauczyciele? A do tego dyrektor szkoły, woźni, sekretarka, ksiądz, dwójka uczniów, absolwent! Nuda, którą czasem w szkole powiewa, albo usypia, albo podsuwa takie pomysły. 

Pracowaliśmy nad spektaklem trzy miesiące. Wieczorami, co tu kryć, nieraz nieco zmęczeni niesieniem tego szlachetnego kaganka, wprawialiśmy się wzajemnie w znakomite humory, bo nie ma nic bardziej zabawnego, niż wejść w cudze buty i przez trzy miesiące pożyć trochę cudzymi sprawami. A jeśli jeszcze to życie jest pełne nie naszych uciech, nie naszych romansów, nie naszych intryg, nie naszych zmartwień, to świetna zabawa gwarantowana! W mgnieniu oka wszyscy poczuliśmy odświeżonego mocno przeze mnie Bałuckiego i poszło! 

Sam autor byłby pewnie z nas dumny i gdyby żył dzisiaj, to kto wie, może dwa razy by się zastanowił, zanim strzeliłby sobie w łeb. Bo się zabił! Michał Bałucki popełnił samobójstwo 17 października 1901 roku na krakowskich Błoniach. Przyczyną tragicznej decyzji było rozgoryczenie niepowodzeniami jego ostatnich sztuk teatralnych, zdiagnozowana nerwica oraz depresja. Został pochowany na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie i… teraz tak sobie myślę, że niedługo odwiedzę go na cmentarzu, zawiozę bukiecik z różową karteczką (nie wiem czy wypada taki przywozić na cmentarz, ale ostatecznie będzie mu chyba miło) i podziękuję, bo co nam uciechy dostarczył, to tylko my wiemy i nasza publiczność, która posikała się ze śmiechu, gdy  nomen omen nudni Żelscy, po długich namysłach i namowach, zdecydowali się otworzyć swój dom na… No właśnie… Nowoczesność! Nowoczesność! Teraz tak się żyje! Wszyscy prowadzą domy otwarte! Nigdzie nie bywacie! Nigdzie was nie widać! Wieje u was nudą! Prowadzicie staroświecki dom! Staroświeckie życie! Staroświeckie wartości!

Zmontowane rozważnie małżeństwo naszej matematyczki i historyka, wystawione zostało na poważną próbę odporności – tak się dzieje zawsze, gdy do naszych prywatnych spraw wkracza pół miasta. Wkroczyło naprawdę pół miasta! Wszyscy chcieli się wybawić, wytańcować, zjeść coś pysznego, poflirtować, poplotkować, a potem… wrócić do siebie, ale nie omieszkać gospodarzy i ich imprezę ocenić. Niesprawiedliwie i krzywdząco, rzecz jasna, ocenić. Żelscy ledwo wyszli z tego żywi! Na szczęście przysięgli sobie nawzajem, że nigdy więcej nie urządzą już w swoim domu wieczoru tańcującego, skądinąd piękne określenie samego Bałuckiego, i… dom z powrotem pozamykali. Pozamykali na wichury zewnętrznego świata. 

Zrobiliśmy komedię przede wszystkim charakterów. Odświeżone, nieco uwspółcześnione postaci, co rusz przypominają naszych znajomych, naszych bliskich, naszych sąsiadów i nas samych na końcu. „Z czego się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie!”, pisał kiedyś w „Rewizorze” Gogol, poszliśmy więc za Gogolem, bez dwóch zdań. Pomysł okazał się trafiony, ponad dwie godziny śmiechu i ponad dwie godziny nietypowej zabawy z nauczycielami. 

To nie jest oczywista sytuacja. Niektórzy z moich znajomych pytali, czy to nie rozsadzi powagi naszego zawodu? Znajomy mnie zapytał, w jaki sposób uda nam się wrócić potem na lekcje? Pomoc domowa to już raczej nie pouczy! Nic z tych rzeczy! Odczarowaliśmy (zresztą nie pierwszy raz) nas, jako nauczycieli. Nie tylko rozbawiliśmy do łez naszych uczniów, nie tylko ich rodziców, ale rozbawiliśmy też sami siebie. Bo śmiechu nam trzeba przede wszystkim. Rzadko jest okazja, żeby w szkole pękać ze śmiechu i to jeszcze wszyscy razem, czasem ta śmiertelna powaga staje się taka groteskowa, że aż wstyd! Tymczasem my sięgnęliśmy po narzędzie trudne, ale niezwykle integrujące, niezwykle ciepłe, serdeczne. Ten rozsławiony kij, który czasem utknie i nie ma silnego, który by go wyrwał, wyrzuciliśmy do śmieci. Zdumieni uczniowie, co się okazało zaraz następnego dnia, nie tylko świetnie się z nami bawili, ale zobaczyli w praktyce, że można być kreatywnym, można robić coś zupełnie bezinteresownie dla innych, że można opowiedzieć coś ważnego w nieoczywisty sposób, że można mieć wielką pasję i wielką przyjemność w dzieleniu się nią z innymi, że można być swobodnym we wszystkim, co się robi, a jeśli robi się to z wielkim entuzjazmem, to można góry przenosić!

Na widowni były tłumy Bielszczan (od 1 stycznia 2026 nie ma już „bielszczan”, są „Bielszczanie” – taka zmiana w pisowni)! Największym chyba komplementem, jaki usłyszeliśmy po spektaklu był podziw dla naszego – bądź co bądź – wielkiego teamu. Właśnie team, to jest nie tylko fundament naszego pomysłu, ale też wartość dodana na końcu. Podczas pracy nad spektaklem powstały nowe, fajne, lekkie, świeże sprawy – fascynator różowy czy zielony? Za kulisami koniecznie ekspres do kawy, dobra kawa zrobi robotę! Meble pożyczymy z liceum Asnyka, mają przecudny komplet w bibliotece!  Niech ktoś za mnie czyta, bo urywam się dzisiaj wcześniej i nie mogę wam powiedzieć dlaczego  - i tutaj niezbędny jest emotikon 

;-) 

Wróciliśmy do pracy pełni nowej energii, wszyscy sobie jakoś bliżsi, poznaliśmy się od nowa, zobaczyliśmy siebie w nowych sytuacjach i rozmawialiśmy na zupełnie nowe tematy. Jesteśmy bardziej uśmiechnięci, pełni entuzjazmu! I przecież właśnie o to chodzi! I to nie znaczy wcale, że nie mamy czasem dość, mamy często dość, szkoła z perspektywy pokoju nauczycielskiego bywa nieznośna. Jednak pomysł zrobienia czegoś tak karkołomnego, zabawnego i  zwyczajnie dobrego, pokazał nam wszystkim, że zamiast odmrażać sobie uszy komuś tam na złość, można tchnąć w szkołę  solidną dawkę świeżego powietrza. 

Gramy więc „Dom otwarty” ponownie, już 20 czerwca, o godz. 19.00 na Bielskiej Scenie Reja, zapisy u mnie lub Iwony Szymik przez jej Messengera. Wstęp na nasz spektakl jest wolny, choć przewidujemy tacę dobroczynną na rzecz kolejnych naszych scenicznych wydarzeń. Zapraszamy wszystkich gorąco na wieczór pełen śmiechu!

 

Powiązane artykuły

O nas

Portal jest miejscem spotkania i dyskusji dla tych, którym nie wystarcza codzienna dawka smutnych newsów, jednakowych we wszystkich mediach. Chcemy pisać o naszym mieście, Bielsku-Białej, bo lubimy to miasto i jego mieszkańców. W naszej pracy pozostajemy niezależni od lokalnych władz i biznesu.

Cart