Zainteresowałem się ostatnio mechanizmami uzależnienia od sekt. Z pewnością jest to pokłosie oglądanych filmów: fabularnego „Niebo” oraz dokumentalnego „Bardzo dziki kraj”. Pierwszy traktuje o działającej w latach 90-tych w Polsce sekcie uzdrowiciela Bogdana Kacmajora, drugi relacjonuje narodziny, rozwój i upadek licznej grupy wyznaniowej w USA, która zbudowała własną miejscowość na pustkowiu. Medytowali, tworzyli komunę, darzyli zachwytem guru Bhagwana, a w wolnych chwilach uprawiali grupowy seks. Potem na swoją zgubę zajęli się nękaniem okolicznych mieszkańców, którzy nie chcieli im sprzedać ziemi pod dalszy rozwój miasteczka. W końcu sprawy zaszły za daleko i zaingerowały służby federalne, likwidując utopijne przedsięwzięcie.
Nie potrafiłem ogarnąć, jak tysiące dorosłych ludzi pozwoliło dobrowolnie zawiesić rozum na kołku i oddać się ślepo w ręce religijnego przywódcy. Wtenczas przypomniałem sobie, że ponad 30 lat temu, ja również poznałem guru. Znaczy się wtedy jeszcze nie był guru i żadne znaki na niebie i ziemi tego nie zapowiadały. Był liderem dużej działającej w Kościele Katolickim wspólnoty. Koledzy znali go jeszcze z czasów studenckich z duszpasterstwa akademickiego i postanowili go odwiedzić w 60-tysięcznym mieście, dokąd powrócił po skończeniu uniwersytetu. Przyznam, że pierwsze spotkanie z nim wywarło na mnie duże wrażenie. Inteligentny, elokwentny, oczytany, niekonwencjonalny w poglądach. Reasumując charyzmatyczna osobowość. Po kilku sporadycznych spotkaniach kontakt się urwał.
W 2004 roku natrafiłem w ogólnopolskiej gazecie na spory artykuł poświęcony pewnej wspólnocie i jej charyzmatycznemu liderowi, z którym lokalny biskup miał poważne problemy. Dotyczyły spraw dogmatycznych, ale również zbyt głębokiej ingerencji w życie prywatne członków grupy. Hierarchia kościelna dokonała interwencji. Biskup miejsca nie wyraził zgody na dalsze funkcjonowanie grupy. Dorzucę, że wspólnota dynamicznie się rozwijała i cechował ją znaczny przyrost liczebny. Mogła liczyć około 2000 członków. Społeczność po decyzji czynników kościelnych stworzyła własne struktury i nadal prowadziła działalność, ale już na własnym szyldem.
Dopiero niedawno natknąłem się na YouTube’ie na bardzo obszerną opowieść kobiety, która odważyła się, ku przestrodze zrelacjonować, jak wyglądało życie owej grupy od środka. Dzieliła się koszmarem z lat młodości. Wspominała o seksualnym wykorzystaniu. Ujawniła twarz, poświęciła prywatność, aby zwrócić uwagę i uchronić potencjalne ofiary przed toksycznymi środowiskami religijnymi. Słuchając jej relacji przeżyłem wstrząs, ponieważ były to praktyki, o których była mowa w wyżej zareklamowanych filmach. W między czasie moje drogi skrzyżowały się z ludźmi, którzy pomagali ofiarom nadużyć wrócić do równowagi życiowej, oni z bliska widzieli jakie spustoszenie poczyniła indoktrynacja. Poznałem również osoby, które zawczasu zerwały kontakty z grupą. Potwierdziły manipulacyjne praktyki.
Czym charakteryzowały się sekciarskie metody? Hasłowo wyliczę: drobiazgowa ingerencja w życie osobiste, odizolowanie od bliskich, wymuszanie darowizn, aranżowanie małżeństw, nakłanianie do relacji seksualnych, duchowy terror oraz wpajanie poczucia winy, budowanie niepodważalnej pozycji lidera, wytwarzanie przekonania, że tylko u nas jest prawda, a wszyscy inni są w błędzie. Całość oczywiście podlana duchowym sosem i okraszona biblijnymi wersetami. Grupa posiadała swoje firmy, układy w mieście, niektórzy byli radnymi. Istniał mechanizm wiążący członków w sposób bytowy. Posiadając znaczne środki finansowe proponowała niektórym członkom mieszkania, dawała zatrudnienie w związanych z nimi firmach i instytucjach, a gdy osoba się wyłamywała, wtedy grożono eksmisją i zwolnieniem z pracy. Towarzyszyły temu słowa potępienia i ostracyzm. Tyle z narracji osoby pokrzywdzonej z podcastu na YouTube’ie.
Wszystko jak we wspomnianych filmach, tylko główny bohater był mi dziwnie znajomy. Nie aktor odtwarzający rolę, nie odległy guru z USA czy Indii, ale na czele grupy stał człowiek, który ponad 30 lat temu mi zaimponował – opozycjonista, wychowawca i nauczyciel ze stopniem doktora, odznaczony medalami za pracę zawodową, autor publikacji książkowych. W czasie pandemii zabrał go covid.




