Kolega posiada pasiekę i regularnie zaopatruje mnie w „owoc pracy pszczelego roju”. Większość z nas zapewne słyszała o: „łyżce dziegciu w beczce miodu”. Zaintrygowany zagadkowym i już nieco zapomnianym dziegciem, postanowiłem mu się bliżej przyjrzeć. Swego czasu był stosowany w medycynie ludowej jako lekarstwo. Działa przeciwzapalnie i odkażająco. Jednakże jest bardzo gorzki w smaku, toteż zażywanie łagodzono właśnie miodem. Owładnęła mną niepohamowana chęć, aby nawrzucać cierpkiego preparatu do każdego przesłodzonego otoczenia.
Pierwsza beczułka. Sejm RP ustanowił rok 2027 okresem upamiętnienia Tadeusza Mazowieckiego. Postać zapisana dużymi zgłoskami na kartach historii III RP, a także wcześniejszego PRL-u. Doradca „Solidarności”, premier pierwszego rządu po 1989 r., kandydat na prezydenta. Przyglądnąłem się z grubsza pojawiającym się wspomnieniom. Interesujące, ale jednak laurki. Człowiek nie istnieje bez wad i słabości, a politycy, to nie kandydaci na świętych i hagiografia w ich przypadku brzmi mało przekonywująco. Jest słodziutko. Już bieżę z dziegciem.
W schyłkowych latach stalinizmu wpisywał się w działania komunistycznej propagandy. Podczas wyreżyserowanego procesu biskupa Czesława Kaczmarka w 1953 r. na łamach tygodnika postępowych katolików dołączył do chóru oskarżycieli hierarchy. Więc było o błędnych przekonaniach ordynariusza, o wrogości wobec Polski Ludowej, o szpiegostwie na rzecz USA i Watykanu oraz kolaboracji z Niemcami. Okazało się, że ordynariusz kielecki podczas śledztwa był torturowany, a zeznania zostały wymuszone. Faszerowano go również silnymi środkami farmaceutycznymi. W 1990 r. został pośmiertnie zrehabilitowany. Podobno w latach 90-tych Tadeusz Mazowiecki publicznie przepraszał i wstydził się za swoje zachowanie. Tłumaczył to niedojrzałością, młodym wiekiem (26 lat), wszechobecną manipulacją, ignorancją wobec mechanizmów totalitarnego państwa. Wziął również udział w nagonce na żołnierzy podziemia poakowskiego. W książce „Wróg pozostał ten sam” znajdujemy jego artykuł, gdzie tłumaczy przemoc aparatu bezpieczeństwa wobec uczestników drugiej konspiracji, argumentując to koniecznością rewolucji społecznej.
Teraz trochę dziegciu do kremówki. Sprawa dotyczy ponad 30 – letniej korespondencji pomiędzy przyszłym papieżem - metropolitą krakowskim Karolem Wojtyłą, a Anną Tymieniecka jego przyjaciółką, profesorką filozofii mieszkającą w USA. Korespondencja obejmuje 341 listów napisanych w latach 1973 - 2005 r. Zostały odkupione od pani Anny za pośrednictwem domu aukcyjnego w 2008 roku przez Bibliotekę Narodową za 11 milionów złotych. Zbiór jednak nie trafił do powszechnego obiegu, ale został zamknięty w sejfie Biblioteki Narodowej. Przez 16 lat dokumenty były niedostępne. Ogólnie wytłumaczono to obawą przed tabloidyzacją wizerunku kandydata na ołtarze. Postulator procesu beatyfikacyjnego nie zaznajomił się z treścią korespondencji, a Anna Tymaniecka nie została przesłuchana podczas postępowania.
Niebagatelną rolę w pozyskaniu listów odegrał osobisty sekretarz papieża Stanisław Dziwisz. Wprawdzie zakup został dokonany z zasobów Ministerstwa Kultury, to obecny kardynał dołożył do środków budżetowych 4 miliony złotych z kościelnej fundacji. Posiadał wiedzę o sekretnym zaleganiu listów w sejfie, a nawet według słów Dyrektora Biblioteki Narodowej Tomasza Makowskiego, zależało mu, aby listy nie były upublicznione. Uprzedzając ciekawość uspakajam, że w listach nie ma niczego skandalizującego, lecz jasno z nich wynika, że późniejszy papież otrzymywał szczegółowe informacje o systemowym tuszowaniu pedofilii w Kościele w USA. Poczta oddaje wiedzę, jaką na temat przestępstw seksualnych w diecezji bostońskiej dysponował Karol Wojtyła i to szczegółową, ponieważ pani Anna była bardzo dobrze zorientowana w temacie, z racji bliskich kontaktów z wysoko postawionymi amerykańskimi politykami. Siostrzana dusza bardzo dosadnie punktuje, jej zdaniem zachowawczą i niewystarczającą postawę przyjaciela, wobec lawinowych przypadków pedofilii.
Wiem, naraziłem się zwolennikom „siły spokoju” Tadeusza Mazowieckiego. Przypuszczam, że wywołałem wzburzenie u osób spoglądających na Karola Wojtyłę wyłącznie jak na postać z pomnika, ale ostrzegałem, że dzisiaj poużywam z gorzkim dziegciem. Gdy jesteśmy przy pomnikach, to perełka, były sekretarz Jana Pawła II - Don Stanislao posiada już za życia trzy pomniki. W tym jeden poświęcił osobiście! Zerknąłem do naczynka z dziegciem, niestety już się wyczerpał.




