To co wczoraj się wydarzyło mogłoby posłużyć ze inspiracje do filmu o tym co nieuchwytne, ulotne, transcendentne. Przed południem licznie zgromadzeni mieszkańcy i przedstawiciele świata sportu żegnali złotego medalistę olimpijskiego z Tokio – Mariana Kasprzyka. Człowieka głębokiej wiary, w pierwszej kolejności Mistrza Życia, w drugiej mistrza olimpijskiego. Wieczorem inny bielszczanin Kacper Tomasiak, również mocno wierzący sportowiec został wicemistrzem olimpijskim. Koło życia się zamknęło. To najwspanialszy hołd jaki mógł oddać sportowiec z naszego miasta, żegnanemu wczoraj Marianowi Kasprzykowi. Uroczystości pogrzebowe śp. Mariana Kasprzyka w katedrze św. Mikołaja w Bielsku-Białej zgromadziły tłumy. Mszy św. pogrzebowej przewodniczył bp Marian Florczyk, delegat KEP ds. sportu. Przy ołtarzu towarzyszył mu m.in bp Piotr Greger, który wygłosił homilię i poprowadził modlitwę na cmentarzu w bielskiej Kamienicy.
Biskup przypomniał świadectwa Zmarłego, w których mówił o walce z chorobą nowotworową, o trudnym czasie choroby i śmierci żony Krystyny, której poświęcił się całkowicie, oraz o zwycięstwie nad własnym uzależnieniem. – To nie było teoretyzowanie. To było życie – zaznaczył.
Marian Kasprzyk był świetnym sportowcem, wyjątkowym pięściarzem, prawdziwym mistrzem. Jednak Ci którzy mieli to szczęście poznać go później, zapamiętają go jako człowieka serdecznego, pogodnego, obdarzonego poczuciem humoru, a zarazem niezwykle wrażliwego na cierpienie innych. Marian Kasprzyk stoczył wiele walk, z których wyszedł zwycięsko. Ten niezwykle ciepły, skromny człowiek, czarował także poza ringiem. Był prawdziwym mistrzem. Jego głęboka wiara i religijność były żarliwe i autentyczne. On temu Bogu, z którym się porozumiał był wierny i oddany nie na 100 a na 200 procent. Życie go nie rozpieszczało i stawiało mu wciąż kolejne wyzwania, które On podejmował i walczył, tak jak zwykle, tak jak wtedy, kiedy ze złamanym kciukiem zdobywał złoto olimpijskie. Pożegnaliśmy wczoraj Mistrza Życia, który jak mało kto zasłużył na te wszystkie wyróżnienia, odznaczenia etc. Bo jeśli idea olimpizmu coś jeszcze znaczy w dzisiejszym świecie sportu, złoty medalista olimpijski z Tokio był jej uosobieniem.
Odszedł Kasprzyk, zameldował się Tomasiak.
Gdyby Marian Kasprzyk oglądał wczoraj olimpiadę, to skakałby z radości (a może gdzieś tam razem ze swoja ukochana Krysią, patrzył na to z góry). Ten obchodzący zaledwie 20 dni temu 19-e urodziny chłopak, sprawił gigantyczną niespodziankę, wywalczając srebrny medal w Predazzo. Skromny, sympatyczny „dzieciak” już siedząc na belce prze drugim skokiem, zanim ruszył, zrobił jeszcze znak krzyża i poleciał, cudownie aż na 107 m. Cóż to był za skok. Czy jesteśmy świadkami narodzin mistrza? Wkrótce się o tym przekonamy. Jedno jest pewne: odszedł stary mistrz, narodził się nowy.
Źródło; diecezja bielsko-żywiecka
Foto. pap




