Rozmowę ze Stanisławem Noworytą, autorem nowej powieści z bielskimi wątkami, zamieściliśmy kilka dni temu tutaj. Dziś pierwsze wrażenia po lekturze i recenzja Krzysztofa Kozika.
W tej książce fabuła jest wielowątkowa; wielu jest też bohaterów pozytywnych i negatywnych Są Lachy, Bojki, Łemki, Rusini, Żydzi, Niemcy, Ukraińcy. Są ich historie i zapierające dech wyda- rzenia. A wszystko to tworzy wielobarwny – choć „kolorami wojny jest czerwień krwi, złoto ognia i czerń dymu” - splot utkany w intrygującą i arcyciekawą fabułę na 450 stronach. Powie ktoś: cegła. Owszem ale łatwa w czytaniu i wciągająca czytelnika. Mnie wciągnęła, podobnie jak wcześniej „cegły” Vincenta.V. Severskiego. To trzeba przeczytać spokojnie i ze zrozumieniem.
Losy „pokolenia 23” (1923 to rok urodzenia głównego bohatera powieści). Liczba ta pojawia się wielokrotnie w książce: 23 starannie dobranych gorliwych targowiczan odmówiło podpisania traktatu rozbiorowego; 23 listopada sejm skapitulował przed Prusami i zgodził się podpisać traktat rozbiorowy; między pierwszym a trzecim rozbiorem Polski upłynęły 23 lata. Uważny czytelnik wielokrotnie natknie się na liczbę 23 lub jej wielokrotność.
Bil i jego prześladowca Dziki; odwieczny konflikt polsko-ukraiński i jego tło. Kopalnia potasu i ukryty w niej skarb Hitlera. Walka międzynarodowych wywiadów w poszukiwaniu zaginionej zawartości 2 studebackerów i jej związki z aferą „Żelazo”. Jest też coś z Okudżawy – trzy miłości Bila: Liza, Maria i Elżbieta.
Upór bohatera, od najmłodszych lat, w dążeniu do celu i jego fascynacja Disneyem, peerelowskie metody sprawowania władzy i obsadzania kierowniczych stanowisk, rywalizacja i wzajemne „podchody” wśród filmowców i w tzw. środowiskach twórczych. Wszystko to stanowi solidną kanwę na… scenariusz filmu fabularnego.
A na razie – „Chodźmy na łąki nad Schodnicą” razem z autorem powieści Stanisławem Noworytą i pierwowzorem głównego bohatera, Władysławem Nehrebeckim.