W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie w ramach naszej strony internetowej korzystamy z plików cookies. Pliki cookies umożliwiają nam zapewnienie prawidłowego działania naszej strony internetowej oraz realizację podstawowych jej funkcji.

Te cookies są niezbędne do funkcjonowania naszej strony i nie może być wyłączony w naszych systemach. Możesz zmienić ustawienia tak, aby je zablokować, jednak strona nie będzie wtedy funkcjonowała prawidłowo
Te cookies pozwalają nam mierzyć ilość wizyt i zbierać informacje o źródłach ruchu, dzięki czemu możemy poprawić działanie naszej strony. Pomagają nam też dowiedzieć się, które strony są najbardziej popularne lub jak odwiedzający poruszają się po naszej witrynie. Jeśli zablokujesz ten rodzaj cookies nie będziemy mogli zbierać informacji o korzystaniu z witryny oraz nie będziemy w stanie monitorować jej wydajności.
Te cookies służą do tego, aby wiadomości reklamowe były bardziej trafne oraz dostosowane do Twoich preferencji. Zapobiegają też ponownemu pojawianiu się tych samych reklam. Reklamy te służą wyłącznie do informowania o prowadzonych działaniach. Więcej informacji możesz znaleźć w naszej polityce prywatności.
Aktualności

Zenone Stefaniuk

Zenone Stefaniuk

Kasprzyk czy Pietrzykowskiego. Ale w bielskim pięściarstwie był jeszcze jeden wojownik. Olimpijczyk, który na igrzyskach startował jako zawodnik klubu z Bielska-Białej. Dziś nieco zapomniany. Nazywał się Zenon Stefaniuk. Dwa razy zostawał mistrzem Europy. Słynął z nietuzinkowego prawego prostego. To on był jednym z tych, którzy wywindowali BBTS na krajowe salony.

Zaczynał jak wielu chłopaków. W powojennej Gdyni grał w piłkę jako prawy łącznik, miał zostać ligowym piłkarzem. Wszystko zmieniła rozmowa w bramie kamienicy na Świętojańskiej: - Może byśmy poszli na trening bokserski? – rzucił do niego kolega Myśląc o historii bielskiego boksu zazwyczaj do głowy przychodzą nazwiska Czesiek Wlazłak. Zenek się zgodził. Gdy zobaczył go trener Andrzejewski kręcił nosem, że jest zbyt lekki, ale… kazał się rozebrać i stanąć do gimnastyki. I kilka minut później zobaczył, że z tego chłopaka będzie coś więcej niż kolejny chudzielec w ringu. Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Po tygodniu treningu, pierwszy oficjalny występ i wygrana przez poddanie. Zenek wygrał pierwszych dziesięć walk. Na ścianie w pokoju zaczęły się pojawiać dyplomy i puchary. Kulminacja kariery przyszła w 1953 roku w warszawskiej Hali Mirowskiej. 

"Umilkły ostatnie tony Mazurka Dąbrowskiego, tłum kibiców zafalował… Zenon Stefaniuk wygrał finał z Stiepanowem, zdobywając piękny pas mistrza Europy" – relacjonowała "Trybuna Robotnicza". 

W tym momencie życia Stefaniuka pojawiło się Bielsko-Biała. Był rok 1954. "Zmieniałem otoczenie, z Gdańska przeniosłem się do Bielska, bliżej gór, które były moim marzeniem. W BBTS znalazłem dobre warunki i serdecznego przyjaciela, Zbigniewa Pietrzykowskiego" – wspominał po latach. 

BBTS Bielsko-Biała był trzecim i ostatnim klubem w jego zawodniczej karierze. W naszych okolicach budował formę między zgrupowaniami kadry, biegał po beskidzkich lasach i walczył w potyczkach ligowy. Ale nie tylko…

"Bardzo często odwiedzał nas Feliks Stamm" – opowiadał. Spotkania te cenił wyjątkowo mocno.

Bywały i takie momenty, że w małej bielskiej salce spotykały się trzy legendy: Stamm, Pietrzykowski i Stefaniuk. Jeden wymyślał ćwiczenia, drugi podbijał wagę średnią, a trzeci kogucią. To w BBTS-ie dojrzewał Stefaniuk-techniczny maniak. "Dawniej boks był sztuką, znacznie trudniejszy, techniczny. Młodzi ludzie więcej przykładali się do treningu, bo elementy techniczne trzeba powtarzać w nieskończoność, opanowywać do perfekcji" – relacjonował, już jako trener.

W 1956 roku, będąc zawodnikiem bielskiego klubu, wyjechał na igrzyska do Melbourne. Tam przegrał w kontrowersyjny sposób z Chilijczykiem, Claudio Barrientosem. Znawcy twierdzili, że niesłusznie.

"Jak bardzo mi zależało na medalu, nikt sobie z tego nie zdaje sprawy. Może dlatego po niepowodzeniu w Australii odebrali mi ochotę do dalszego uprawiania boksu" – mówił. 

262 walki, 245 zwycięstw, tylko 14 porażek i 3 remisy – to jego ostateczny bilans. Po odwieszeniu rękawic na kołku postanowił szkolić młodszych. Był rok 1957.

I tu zaczyna się jego druga odsłona związku z Bielskiem-Białą. Nieco mniej udana. Zenon należał do pokolenia Feliksa Stamma, które nie tylko zdobywało medale, ale od razu szykowało się na trenerską ławkę. Bardzo chciał zostać pod Szyndzielnią. Liczył na pracę w BBTS-ie. Od 1957 roku pracował jako trener juniorów w Starcie Bielsko-Biała. 

Czas mijał…

W końcu wyjechał z miasta i trenował w śląskich klubach. Po latach któryś z redaktorów zapytał go o to, dlaczego właściwie BBTS nie sięgnął po swojego byłego zawodnika, który okazał się niezłym trenerem. Zenek odpowiedział tak:

"Jednak nie doczekałem się tej propozycji, chociaż klub borykał się z trudnościami kadrowymi i nie miał trenera z prawdziwego zdarzenia. Czekałem dwa lata, lecz, gdy potem dostałem propozycję objęcia treningów w Turoszowie, gdzie powstała nowa sekcja bokserska przeniosłem się na drugi koniec Polski".

Dlaczego klub nie dal szansy Zenkowi, skoro ten naprawdę sporo dla niego wygrał i wiązał z miastem przyszłość? Nie wiadomo…

 

Powiązane artykuły

O nas

Portal jest miejscem spotkania i dyskusji dla tych, którym nie wystarcza codzienna dawka smutnych newsów, jednakowych we wszystkich mediach. Chcemy pisać o naszym mieście, Bielsku-Białej, bo lubimy to miasto i jego mieszkańców. W naszej pracy pozostajemy niezależni od lokalnych władz i biznesu.

Cart