Po lewej zapach kwiatów, po prawej – książek. Idziemy w książki.
Pani Stenia za kasą. Zajęta, bo jest kolejka.
- Później do pana podejdę – mówi.
Panie, te same, co zawsze, od lat, uśmiechają się. Komentują, jak mój młodszy syn urósł. Pamiętają go malutkiego. Chwilę rozmawiamy o tym, jak przychodziłem tu też ze starszym synem, kiedy jeszcze był małym dzieckiem. Potem syn oddala się w swoje rejony, ja w swoje. Pierwsza półka po prawej. Polityka, reportaż, publicystyka. Przeglądam dwie, trzy, podczytuję z początku, trochę ze środka, trochę z dalszego środka i gdzieś pod koniec. Jest cicho. Nie ma wszechobecnej w sieciówkach, obowiązkowej muzyki. Można dać się wciągnąć narracji na moment. Odkładam. Decyzja o tym, co wziąć, zapadnie na koniec. Tymczasem przechodzę do beletrystyki i dzienników. To dalej półki po prawej. Tu są często rzeczy najnowsze, nowe powieści, nowe przekłady, nowe wydania. Tu zwykle stoję najdłużej. Nowe myśli, nowe słowa. Oczywiście podwąchuję kartki. Od dzieciństwa lubię zapach nowych książek w środku. Wiele tu było myśli, w tym kąciku, wiele zafrapowań, przeglądania, podczytawania, a tego, a tamtego. Wiele odkryć.
Podchodzi pani Stenia, która zawsze sprawia wrażenie, że wie wszystko o każdej książce, którą ma na półce. Jeśli nawet jej nie przeczytała, to wie, dlaczego nie. Rozmawiamy o nowych autorach, autorkach, o starych, o tym, co z rzeczy bielskich kto napisał i o czym. A jeżeli chcę kupić coś dla mamy na prezent, to pani Stenia też doradzi, bo przecież zna mamę, bo mama też tu od lat kupuje. Omawiamy pokrótce sprawy lokalne oraz ogólnożyciowe. Najbardziej lubię, kiedy się czymś zachwyca, jakąś książką, którą sprowadziła, dzieli się wrażeniami. Po czym zostawia mnie, żebym sobie dalej pobuszował. Dalej jesteśmy w pierwszej sali po prawej. Książki stąd. O Bielsku-Białej, o regionie, wspomnienia, albumy, autorzy stąd. To jedyne miejsce w mieście, jakie znam, gdzie te książki są zawsze wyeksponowane i dzięki któremu można być na bieżąco z tym, co się pisze o miejscu, w którym żyjemy. Dalej – również unikatowe półki z literaturą związaną z judaizmem, nie przypadkiem sąsiadujący z książkami bielsko-bialskimi. Tam zagina się róg metafizyczny. Przestrzeń się zakrzywia i meandruje. Rozważania i sprawy związane z tajemnicami bytu i wszechświata. Bóg, kosmos, duchowe sprawy. Tam chyba też kiedyś leżała największa książka, jaką w życiu zakupiłem. Potężny album pt. „Century”. Ze zdjęciami z całego XX wieku oraz opisami do tych zdjęć.
- Tak myślałam, że pan ją kupi, kiedy ją sprowadzałam – powiedziała pani Stenia.
Naprzeciw regałów po prawej od wejścia, mamy regały środkowe. Tu napodczytywałem się mnóstwa biografii oraz tzw. książek popularnych, sensacji, kryminałów, romansów. O nich też pani Stenia, gdy zapytałem, wszystko wiedziała. Co warto, a co warto mniej. O czym, jak napisane, czego narracji brakuje, a jakie są mocne strony.
- To się panu nie spodoba – mówi, kiedy widzi, jak z ciekawością oglądam jedną z beletryzowanych biografii. I tłumaczy, dlaczego. I poleca inną. Taką bardziej dla mnie. Myślę sobie, ilu różnych etapów w moim życiu była w tej księgarni świadkiem. Gorączka kupowania książek do angielskiego. Doradzała, sprowadzała. Potem: - Firmę pan zakłada? - kiedy kupowałem podręcznik prowadzenia własnej działalności, która nigdy nie wypaliła. Później książki o urządzaniu mieszkania, książki kucharskie dla początkujących. Oczywiście podręczniki dla dzieci, rok po roku kolejne klasy. Szał szachowy, kiedy razem z dziećmi zgłębialiśmy szachowe strategie na podstawie kupowanych tam książek, zwieńczony kupnem dużej, pięknej szachownicy. Szachownice tu już druga sala, podobnie jak wszystkie wymienione wyżej, a więc książki kucharskie, podręczniki, angielski, przedsiębiorczość. Druga sala jest salą praktyk życiowych. Kiedy się ją obchodzi od prawej do lewej, kończy się wakacjami, urlopami, wycieczkami, wyjazdami. Przewodniki po świecie, po Polsce, po Beskidach. Też trochę ich tam kupiłem, a dużo więcej podczytałem i naoglądałem.
Z sali praktyk życiowej powraca się do pierwszej sali, ale teraz po lewej od wejścia. Pod ścianami – literatura dla dzieci i młodzieży. Tam był mój syn, zanim się znudził czekaniem na mnie i poszedł sobie pochodzić. Tam przeglądałem stare sprawy pamiętane ze swojego dzieciństwa, te wszystkie Pippie i Kubusie Puchatki i wiele innych, mnóstwo innych. Tam szukałem nowych opowieści dla dzieci, które chętnie czytałbym im na głos.
- Pani Steniu coś nowego, ciekawego dla mnie i dla dziesięciolatka.
- A widział pan to? - pokazuje bez wahania pani Stenia wspaniałą, jak się okazało książkę, o złodziejaszkach. Naprzeciw, czyli na półkach środkowych od tej strony zanurzam się na chwilę w fantasy i science fiction. Szybki skok, raczej sentymentalny. No i przegląd komiksów na deser. I tych popularnych, i tych ambitnych.
- To jest fajne. To mu się spodoba – pani Stenia podaje mi komiks, którego nie widziałem, nie znam i który okazał się strzałem w dziesiątkę.
- Nawet komiksy? - pytam ją ze zdumieniem. - Nawet komiksy pani zna?
- Czemu się pan dziwi? Niektóre są naprawdę są wspaniałe! - mówi.
Pora na rundkę finałową. Trzeba wybrać. Trochę się nazbierało, ale w końcu nie jestem tu codziennie. Oprócz zniżki dla stałych klientów oraz zakładek, bywają niespodzianki. Przez jakiś czas były to kostki do gry o różnych dziwnych kształtach. Przez jakiś czas były ważne w naszym domu. Następnie wszystkie panie, które akurat są na sali, uśmiechają się na pożegnanie. Pozdrowienia dla żony. Pozdrowienia dla mamy. Zapach kwiatów przy wyjściu.
Rok rozpoczął się od wiadomości, że księgarnia „Pod Klimczokiem” kończy działalność. Tak się złożyło, że to zakończenie nastąpi w polskiej stolicy kultury, który to tytuł nasze miasto będzie piastować w tym roku. Taka ironia losu. Taka puenta.
Artur Pałyga




