Po kapitalnym rozpoczęciu wiosny i zwycięstwie we Wrocławiu 5:0, kibice Podbeskidzia przybyli na stadion przy ulicy Żywieckiej z wielkimi oczekiwaniami. I niestety w pierwszej połowie srogo się zawiedli. Można było odnieść wrażenie, że piłkarze z Bielska-Białej nie dojechali na pierwszą połowę. Zespołem zdecydowanie lepszym i dominującym w tej części gry byli goście. Ta przewaga przyjezdnych została nagrodzona zdobyciem gola w 43 minucie przez Sabalę i objęciem prowadzenia w meczu. Niestety, tu nie najlepiej zachował się w bramce Ferenc, i do szatni w lepszych humorach na przerwę schodzili goście. Na drugą połowę piłkarze z Bielska-Białej wyszli zdecydowanie bardziej zmotywowani. Fantastyczny strzał z rzutu rożnego i gol dla gości zaraz na początku drugiej połowy (48 minuta meczu) zdobyty przez Joao Guilherme, jeszcze bardziej utrudnił zadanie gospodarzom. Tymczasem, od tego momentu, Podbeskidzie absolutnie zaczęło dominować na boisku. Świetną zmianę dał Takac, który zastąpił słabo grającego Kanacha. Rozgrywający kolejne dobre spotkanie, Krzysztof Kolanko, po indywidualnej akcji wreszcie dał upragnioną bramkę kontaktową, bo to po jego indywidualnej akcji bramkarz gości wpakował piłkę do własnej bramki. Była 73.minuta meczu. Gospodarze nadal atakowali i z uporem dążyli do zdobycia kolejnego gola. Świetna gra miejscowych została nagrodzona jeszcze ładniejszym golem, zdobytym w 78 minucie przez Maksymiliana Sitka. Niestety, Podbeskidzie nie zdołało już zdobyć trzeciej bramki i w ten sposób mecz zakończył się remisem. Szkoda, że bielszczanie nie grali tak dobrze od początku meczu, tylko dopiero w drugiej połowie. W ostatecznym bilansie tych straconych dzisiaj dwóch punktów może brakować.




