W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie w ramach naszej strony internetowej korzystamy z plików cookies. Pliki cookies umożliwiają nam zapewnienie prawidłowego działania naszej strony internetowej oraz realizację podstawowych jej funkcji.

Te cookies są niezbędne do funkcjonowania naszej strony i nie może być wyłączony w naszych systemach. Możesz zmienić ustawienia tak, aby je zablokować, jednak strona nie będzie wtedy funkcjonowała prawidłowo
Te cookies pozwalają nam mierzyć ilość wizyt i zbierać informacje o źródłach ruchu, dzięki czemu możemy poprawić działanie naszej strony. Pomagają nam też dowiedzieć się, które strony są najbardziej popularne lub jak odwiedzający poruszają się po naszej witrynie. Jeśli zablokujesz ten rodzaj cookies nie będziemy mogli zbierać informacji o korzystaniu z witryny oraz nie będziemy w stanie monitorować jej wydajności.
Te cookies służą do tego, aby wiadomości reklamowe były bardziej trafne oraz dostosowane do Twoich preferencji. Zapobiegają też ponownemu pojawianiu się tych samych reklam. Reklamy te służą wyłącznie do informowania o prowadzonych działaniach. Więcej informacji możesz znaleźć w naszej polityce prywatności.
BBlogosfera

Czy Polska jest krajem chrześcijańskim?

Czy Polska jest krajem chrześcijańskim?

Kilka dnie temu wpadło mi w ręce kazanie biskupa Artura Ważnego wygłoszone na Jasnej Górze do pielgrzymów. To kazanie mnie zachwyciło, dało pozytywny impuls i zainspirowało do napisania tego tekstu.

Kościół katolicki w Polsce przeżywa poważny kryzys zaufania i wiarygodności. Choć najnowsze dane pokazują niewielką stabilizację praktyk religijnych, liczba chrztów, bierzmowań, ślubów kościelnych i duchownych nadal spada, a coraz więcej osób pyta, czy deklarowana katolickość znajduje odzwierciedlenie w codziennych postawach.

Szczególnie mocno wybrzmiewa pytanie zadawane przez ludzi wierzących i głęboko związanych z Kościołem: czy nadal jesteśmy krajem chrześcijańskim nie tylko z nazwy, ale także w praktyce? Odpowiedź zależy przecież nie od statystyk i deklaracji, lecz od tego, jak rozumiemy odpowiedzialność za drugiego człowieka, zwłaszcza słabszego, skrzywdzonego i potrzebującego pomocy.

Niepokój budzą wyniki badania IBRiS przeprowadzonego dla „Rzeczpospolitej” w/s pomocy dla Ukrainy.  Z sondażu wynika, że osoby deklarujące wiarę i regularną praktykę religijną częściej niż niewierzący lub niepraktykujący wyrażają sceptycyzm wobec dalszego wsparcia Ukrainy. Trudno nie dostrzec w tym napięcia między deklarowaną religijnością a podstawowym przesłaniem chrześcijaństwa, opartym na solidarności, miłosierdziu oraz odpowiedzialności za człowieka dotkniętego cierpieniem.

Kogo słuchają wierni?

Wobec tych zjawisk zasadne staje się pytanie: kogo dzisiaj słuchają polscy katolicy — biskupów i księży czy polityków prawicy, w tym jej najbardziej radykalnych środowisk? Czy język Ewangelii przegrywa z językiem lęku, narodowej wyższości, resentymentu i politycznego konfliktu?

Odpowiedzialność za tę sytuację ponosi także polski episkopat. Wielu wiernych oczekuje od biskupów nie kolejnych deklaracji dotyczących bieżących sporów ideologicznych, lecz wyrazistego przypominania o chrześcijańskim obowiązku pomocy potrzebującym, szacunku dla godności człowieka i sprzeciwu wobec pogardy.

Jest też Kościół jakiego nam wierzącym brakuje

Jest jednak także inny Kościół — Kościół, w którym duchowni i biskupi, mówią językiem bliskim Ewangelii: językiem troski, empatii, odpowiedzialności i solidarności. Problem w tym, że taki przekaz często trudniej przebija się w świecie, w którym konflikt generuje emocje, zło przyciąga uwagę, a prosty przekaz oparty na niechęci zdobywa więcej reakcji niż spokojne wezwanie do dobra.

Być może właśnie dziś największym zadaniem Kościoła nie jest obrona własnej pozycji, lecz odzyskanie zdolności do wiarygodnego mówienia o miłości bliźniego. Nie jako haśle, lecz jako konkretnej postawie wobec ludzi, którzy potrzebują pomocy.

Biskup Artur Ważny przywraca wiarę i daje nadzieję

25 sierpnia podczas Mszy św. na Wałach Jasnogórskich bp Artur Ważny mówił o podzielonych rodzinach, obronie każdego ludzkiego życia, lęku młodych oraz osobach zranionych przez ludzi Kościoła. Poniżej wybrałem kilka fragmentów, i bardzo bym chciał, żeby to był język Kościoła a nie to co serwuje nam niestety episkopat w kolejnych listach do wiernych.

Dokładnie siedemdziesiąt lat temu, 26 sierpnia 1956 roku, w tym samym miejscu, na tych samych Wałach Jasnogórskich, stało niezwykłe krzesło. Było puste. Spoczywał na nim jedynie bukiet biało-czerwonych róż. Ponad milion ludzi patrzyło na to puste miejsce ze ściśniętym gardłem i łzami w oczach, bo ten, który powinien na nim siedzieć – Prymas Tysiąclecia, błogosławiony kardynał Stefan Wyszyński – był uwięziony w Komańczy. To stamtąd, z samotności bieszczadzkich lasów, z modlitwy i cierpienia, przesłał swojemu narodowi słowa Jasnogórskich Ślubów. Dziś, po siedemdziesięciu latach, stajemy tu znowu. Krzesło Prymasa nie jest już puste w tamtym historycznym wymiarze. Ale chcę dziś zapytać siebie i każdego z was: czy w twoim życiu nie stoi dziś jakieś puste krzesło?

Może to puste miejsce przy niedzielnym stole, bo od miesięcy albo lat nie potrafisz porozmawiać z własnym dzieckiem, bratem czy rodzicem – bo podzieliła was polityka, inne wybory życiowe, zranione ambicje i narosły przez lata żal? Może to puste krzesło po kimś, kogo bardzo kochałeś, a kto po cichu zamknął za sobą drzwi Kościoła, bo poczuł się niewysłuchany, zraniony, zgorszony albo po prostu przytłoczony własną słabością?

A może to puste krzesło stoi w twojej własnej duszy? Może to puste miejsce po dawnej, dziecięcej ufności, po pierwszej miłości do Boga czy człowieka, która po cichu wygasła pod ciężarem zmęczenia, życiowych rozczarowań i codziennej walki o przetrwanie?

Przyszliśmy na Jasną Górę nie po to, by udawać silnych i idealnych. Przynieśliśmy ze sobą pył z polskich dróg, osłabłe stopy, pot i zmęczenie, ale nade wszystko przynieśliśmy nasze nadzieje i niezagojone rany. Stajemy tu jako wspólnota roku 2026 – naród o wielkim sercu, ale też niesamowicie zmęczony wzajemnymi sporami, zaniepokojony o bezpieczeństwo granic, o jutro naszych dzieci i pokój na świecie.

….

Być wiernym Ewangelii w Polsce roku 2026 to znaczy mieć odwagę zdjąć zbroję żołnierza wojny domowej, a założyć sandały zwiastuna pokoju. Nauczyliśmy się po mistrzowsku kopać okopy – w parlamencie, w mediach, w komentarzach internetowych, a co najgorsze: we własnych rodzinach przy codziennym i świątecznym stole. Przyklejamy sobie łatki z przerażającą łatwością. 

Polska nie potrzebuje kolejnych prokuratorów i sędziów ferujących wyroki. Polska potrzebuje cichych, cierpliwych budowniczych mostów. Wierność Bogu nie polega na tym, jak głośno potrafisz krzyknąć na swojego oponenta. Wierność Bogu mierzy się tym, czy potrafisz zrobić pierwszy krok, spojrzeć z miłością w oczy komuś, kto myśli zupełnie inaczej, podać mu dłoń i powiedzieć: „Może się w wielu rzeczach nie zgadzamy, ale jesteś moim bratem. Jesteś moją siostrą. Nie jesteś moim wrogiem”. 

Zacznijmy dziś od modlitwy za naszą Ojczyznę – modlitwy cichej, pozbawionej pogardy. A tam, gdzie spotykamy się z niezrozumieniem, złośliwością czy hejtem, odpowiedzmy wielkodusznym błogosławieństwem. Na zaciśniętą pięść uczeń Chrystusa odpowiada otwartą, gotową do modlitwy i uścisku dłonią.

Obrona godności i nowe peryferie życia

Wielu młodych ludzi przeżywa dziś ogromny lęk w ogóle przed przekazaniem życia, przed założeniem rodziny. Nie wolno nam ich ranić łatwymi ocenami czy oskarżeniami o egoizm, indywidualizm czy pragnienie kariery. Ta sytuacja jest bardzo złożona. To często bolesna niepewność jutra i samotność młodych.

 To także głęboki lęk egzystencjalny i psychiczny. Wielu młodych nosi w sobie nieuleczone rany z własnych domów, lęk przed powtórzeniem błędów rodziców oraz paraliżujący strach przed przyszłością świata nękanego wojnami i niepokojem. Zadają sobie pytanie: „Czy będę dobrym rodzicem? Czy potrafię ochronić moje dziecko?”. Kościół nie może na ten lęk odpowiadać surowym pouczaniem! Kościół ma stać się dla młodych bezpieczną przystanią, domem pomocy, wspólnotą, która powie: „Nie bójcie się. Nie jesteście sami. Pomożemy wam – materialnie, duchowo, po ludzku poniesiemy to wyzwanie razem z wami”.

Obrona życia to także pochylenie się nad nastolatkiem, który gubi się w chłodnym labiryncie cyfrowego świata, choruje na depresję, płacze w poduszkę w samotności czterech ścian i po cichu pyta, czy w ogóle warto żyć. To czułe wzięcie za rękę seniora w hospicjum czy zapomnianego sąsiada w bloku, by podarować mu najdroższy lek na świecie: naszą obecność i uważne wysłuchanie.

….

Zwracam się do was, którzy zostaliście głęboko zranieni przez ludzi Kościoła – przez obojętność duszpasterzy, surowy klerykalizm, brak empatii, hipokryzję czy tragiczne zgorszenia i przestępstwa, przez które straciliście zaufanie i z płaczem odeszliście w poczuciu krzywdy.

Zwracam się do was, młodzi i poszukujący, którzy zmagacie się z kryzysem wiary, z trudnymi pytaniami intelektualnymi, ze swoją tożsamością i wrażliwością, a w odpowiedzi usłyszeliście kiedyś zbyt łatwe slogany, potępienie albo chłód, zamiast cierpliwej, szukającej prawdy miłości.

Zwracam się do wszystkich, którzy czują się „nie dość dobrzy”, połamani przez własne nałogi, grzechy i życiowe upadki, stojący w kruchcie ze wzrokiem wbitym w ziemię i lękiem, że Bóg już na was nie czeka.

Posłuchajcie: Wy nie jesteście poza Kościołem! Wy jesteście w samym sercu troski i tęsknoty Boga!

Kościół Chrystusowy nie jest ekskluzywnym klubem dla ludzi bez skazy, nieskazitelnych faryzeuszy, którzy wszystko w życiu poukładali. Kościół jest szpitalem polowym! Jest pogotowiem ratunkowym, w którym Boski Lekarz z nieskończoną delikatnością obmywa i zszywa połamane skrzydła poranionych ludzi, by znów mogli wzbić się ku niebu.

Wasze tęsknoty, wasza obecność, wasze talenty i wasza prawda są dla nas skarbem. Przepraszamy za każdą sytuację, w której poczuliście się odepchnięci. Chcemy niestrudzenie, krok po kroku, iść z wami i szukać dróg Ewangelii, abyście w tej wspólnocie zostali na nowo przyjęci, czuli się bezpieczni, wysłuchani i bezwarunkowo kochani. Bo ten Dom jest także waszym domem.

Ukochani Pielgrzymi!

Za chwilę zejdziemy z jasnogórskiego wzgórza. Założycie na zmęczone nogi te same zakurzone buty, zarzucicie na plecy plecaki i wrócicie do swoich domów, wiosek i miast. Wrócicie do tych samych niezapłaconych rachunków, trudnych rozmów, problemów w pracy i życiowych zmagań. Na pozór nic się w waszych domach nie zmieni.

Dobrej niedzieli wszystkim życzę.

Powiązane artykuły

O nas

Portal jest miejscem spotkania i dyskusji dla tych, którym nie wystarcza codzienna dawka smutnych newsów, jednakowych we wszystkich mediach. Chcemy pisać o naszym mieście, Bielsku-Białej, bo lubimy to miasto i jego mieszkańców. W naszej pracy pozostajemy niezależni od lokalnych władz i biznesu.

Cart